13 czerwca 2016

JAK ODUCZYĆ DZIECKO NOSZENIA NA RĘKACH?

           Jesteś zmęczona, nie masz czasu zjeść, wypić ciepłej kawy, bo Twój maluch chce być stale na rękach. Nie masz czasu na sprzątanie, gotowanie, czy inne domowe obowiązki. Nie masz czasu dla samej siebie. Ba... zwyczajnie nie masz czasu na nic. Znam to bardzo dobrze. Odkąd urodziła się córka, chciałam dla niej być jak najlepszą mamą. Byłyśmy do siebie przyklejone 24/7. Tak bardzo się cieszyłam, że jest już ze mną. Chciałam jej pokazać, jak bardzo ją kocham...






Wszystko fajnie, pięknie... ale ja z dnia na dzień byłam coraz słabsza. Nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Chodziłam nerwowa, kłóciłam się ze wszystkimi. Do tego mój kręgosłup... Kilka lat temu miałam uraz i po porodzie na nowo zaczęłam odczuwać dolegliwości. Po ponad trzech miesiącach nie mogłam się przekręcić z boku na bok. Zdawałam sobie sprawę, że to moja wina, że stale nosiłam małą, ale byłam bezsilna. W końcu mój D. powiedział: "DOŚĆ! Musimy ją oduczyć ciągłego noszenia na rękach..."

Zastosowaliśmy metodę 3, 5, 7. Najpierw kładliśmy małą na trzy minuty. Oczywiście płakała strasznie. Łzy leciały mi po policzkach i gotowało się we mnie strasznie. Ale nie mogliśmy jej przez trzy minuty podnosić. Gdy czas minął, brałam Jowitę na ręce i czekałam, aż się uspokoi. Nie kołysałam jej, nie mówiłam nic do niej. Po prostu trzymałam i czekałam. Gdy się uspokoiła, kładłam ją znowu do łóżeczka i czekałam pięć minut. Po pięciu minutach płaczu podnosiłam ją i czekałam, aż się znowu uspokoi. Tak samo wygląda przy siedmiu minutach. Czynność co jakiś czas należy powtarzać. Po kilku dniach powinna przynieść efekty.

Żeby nikt nie zrozumiał mnie źle: tu nie chodzi o to, żeby wcale nie brać dziecka na ręce. Małe dziecko potrzebuje bliskości rodziców. Przecież samo nie jest w stanie się poruszać. Ten etap jest bardzo istotny do około trzeciego miesiąca życia. Wtedy dziecko najbardziej potrzebuje swoich najbliższych. Ale to wszystko trzeba robić z umiarem. Mi udało się "wyhodować małą terrorystkę" na własne życzenie. Nie mogę winić za to dziecka. My - dorośli ludzie - też się przyzwyczajamy do różnych rzeczy. Gdy z dnia na dzień coś się zmienia, odczuwamy frustracje. I co tu się dziwić małemu dziecku? Samemu sobie to jeszcze jakoś wytłumaczysz, a takiemu maleństwu? "Kochanie, mam chory kręgosłup, nie mogę stale Cię nosić. Pobawimy się teraz Twoją grzechotką, a potem znowu na chwilę wezmę Cię na ręce i się poprzytulamy." Z całą pewnością by mnie zrozumiała... Wiem, że świeżo upieczone mamy nie chcą się odrywać od dziecka. Przecież czekały na nie 9 miesięcy! Możesz mi wierzyć lub nie, ale lepiej, jak od razu znajdziesz pewien umiar. Dla mnie ta metoda była bardzo drastyczna i bardzo to przeżywałam. Polecił nam ją lekarz. Mówił, że to najlepsza metoda, która podziała. Oczywiście się nie mylił. Mała po trzech dniach nie chciała być stale na rękach, zaczęła się interesować maskotkami i grzechotkami, na które prędzej nie chciała zwracać uwagi. Bardzo nas to zdziwiło, ale też ucieszyło. Brałam ją ze sobą do pomieszczenia, w którym miałam coś do zrobienia. Kładłam ją do leżaczka, dawałam zabawki i mówiłam do niej. Nie płakała. Gdy skończyłam wykonywać obowiązki domowe, brałam ją do tulenia i wygłupiania. Teraz, gdy ją biorę na ręce i po chwili odkładam, to nie płacze.

Czytałam różne opinie na ten temat. Zdania są podzielone jak przy karmieniu piersią i mlekiem modyfikowanym. Fora aż wrzały. Po przeczytaniu różnych wyzwisk na mamy, które nie noszą dziecka non-stop, znalazłam ciekawą teorię, a mianowicie: dziecko, które odzwyczaja się od noszenia na rękach mniej kocha swoich rodziców, oddala się od nich i nie chce spędzać z nimi czasu. No cóż. Bardzo ciekawa teoria, jednak ja się z tym nie zgodzę. Nasza mała się ciągle do nas śmieje. Rano, gdy wstaje i nas widzi, to aż się trzęsie z radości. Uwielbia się z nami wygłupiać i bawić. Przecież to nie jest tak, że jak nie weźmiesz dziecka na ręce, to masz je gdzieś i nie poświęcasz mu uwagi. Przecież można położyć się obok, mówić do dziecka, bawić się z nim, podawać różne grzechotki. Oprócz noszenia dziecka, trzeba też zadbać o jego rozwój.

To, czy matka nosi stale swoje dziecko, czy też nie, nie oznacza, że jest złą matką. Najważniejsze, by okazać dziecku zainteresowanie i czułość, a to można pokazywać w różne sposoby. Dziecko jest najważniejsze i dlatego próbujemy często się pod nie dostosować, ale to musi działać w obie strony - maluch także musi się dostosować do zwyczajów swoich rodziców.

8 komentarzy:

  1. Czas noszenia na rękach mamy już za sobą. Nie musiałam stosować żadnych wyszukanych metod - ot życie zrobiło swoje. MąŻ całymi dniami był w pracy a ja sama z córcią. Szybko doceniłam kolorowe maty i interaktywny leżaczek:) Mama była zadowolona i córcia. Z synkiem było podobnie:)

    Pozdrawiam cieplutko z Mamelkowa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też właśnie miałyśmy leżaczek, ale mała w ogóle nie chciała w nim leżeć. Od razu ryk. Ale teraz uwielbia i leżaczek i matę, a nawet i swoje łóżeczko, w którym również się bawi. Przykro mi było tak ją odzwyczajać, ale teraz za to nie jest płaczkiem, a ciągle śmiejącym się bobasem, który cieszy się z każdej zabaweczki :)

      Usuń
  2. Ja od początku starałam się ograniczać noszenie Młodej. Nie było tak, że nie brałam jej wcale na ręce, ale mój kręgosłup dawał się we znaki i nie dałabym rady. Niestety były osoby życzliwe, które tylko przekraczały próg mieszkania i od razu na ręce brały, bo dziecko nie może tak leżeć- mimo, że nie płakało. Pewnego razu wyrwałam po prostu dziecko z rąk "troskliwego" opiekuna, powiedziałam stanowczo, że nie życzę sobie takich zachowań i miałam spokój. Wcześniejsze prośby nie skutkowały. Powodem wzięcia na ręce było to, że wyszłam do toalety, a dziecko samo w łóżeczku leżało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na początku z nieświadomości ciągle małą nosiłam. Jak ją oduczałam, to też oczywiście brałam ją na ręce, przecież nawet kilkuletnie dzieci potrzebują też pieszczot, a co dziwić się maleństwu. Ale przecież nie mogło być tak, że nawet człowiek do toalety nie mógł pójść, bo jedyne jej spanie było na moich rękach. A co do osób trzecich, to mam tak teraz właśnie. I gadanie "nie było was godzinę, a ja cały czas z nią na rękach, bo co ją próbuję odłożyć, to ona zaczyna płakać". No cóż, widocznie ma wykapowane u kogo może sobie pozwolić, a u kogo nie, bo ja z nią nie mam problemu, gdy ją odkładam.
      Ale też bardzo nie lubię, jak dziecko leży spokojnie i ktoś zaraz je bierze "bo samo leży". A przecież nie dzieje się krzywda, nie jest jej źle, skoro nie marudzi. Takie dziecko też czasami lubi poleżeć w ciszy i spokoju. Po co to zaburzać? :)

      Usuń
  3. Święta prawda nie można dziecka przyzwyczaić do noszenia na rękach, bo potem będzie długo problem. Dobrze zrobiliście, ty odsapniesz, a dziecku krzywda się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, przecież zimna kawa, czy zimny posiłek to niezdrowo nawet. Trzeba dziecko ponosić, poprzytulać, ale nie dajmy się zwariować :)

      Usuń
  4. Też uważam, że dziecko ... trzeba przytulać! Lepiej sie wówczas rozwija, bardzo tego potrzebuje, to mu zapewnia poczucie bezpieczeństwa. W szczególności, gdy robi to mama. Ale nie można przedobrzyć... Ja sama zastosowałam inną metodę. Tylko wcześniej. Kiedy kładłam dziecko do wózka (mamy taki po domu), nachylałam się nad nim, gadałam do niego śmiałam się, głaskałam, robiłam masaż. Dziecko było zachwycone i nie potrzebowało tulenia. Mama była na wyciągnięcie ręki. Kiedy się denerwowało, brałam na ręce - wówczas zasypiało. Ale u mnie są kolki, więc kiedy przychodzi godzina "w", ostatnie o czym się myśli, to odkładanie dziecka. To inna sytuacja. Ale kiedy czas kolek mija, mała bardzo chętnie zostaje sama, jesli jest w zasięgu mojego głosu, czuje mój dotyk, czy widzi mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas kolka może raz, max dwa razy wystąpiła i pomogło uginanie nóżek do brzuszka. Można powiedzieć, że temat kolek jest mi zupełnie obcy. Może dlatego, że podawałam jej specjalne kuleczki od pierwszych dni życia sprowadzane z Niemiec :) znam je od narodzin mojej siostry. Miała kolki i gdy mama jej podawała, to minęły.
      A tulić się uwielbiamy. I buziaki dawać też! :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, gdy zostawisz po sobie ślad :)