7 lipca 2016

CZY WARTO KUPIĆ CHODZIK?

Źródło zdjęcia: INTERNET



          Nie oszukujmy się... Bardzo wiele mam kupuje chodzik dla dziecka. U znajomych też widuję chodziki i roześmiane buzie, które wystają zza kawałka plastiku. Powiem więcej: sama mam dla Jowity chodzik. Gdy byłam malutka też z takiego wynalazku korzystałam. Jednak wojna "o chodzik" jest podobna do wojny dotyczącej karmienia piersią. Dlaczego?




          Są mamusie, które kategorycznie są przeciwko chodzikom. Wiedzą doskonale, że chodzik niekoniecznie jest dobrym pomysłem. Istnieją też takie, które twierdzą, że szkody wywoływane przez chodzik są przestarzałe i nie widzą nic złego w stosowaniu go. Osobiście nie jestem za wsadzaniem dziecka na długi czas do chodzika. Jednak trochę ratuje mi życie. Dlaczego? Zobaczycie na dole. Najpierw o korzyściach, jakie widzi rodzic i dziecko oraz o szkodach, których każdy rodzic powinien być świadomy.


URZĄDZENIE DO NAUKI CHODZENIA

I teraz pytanie: jest, czy nie jest? Z jednej strony dziecko przemieszcza się. Musi użyć swoich nóżek, by się odepchnąć i dojść do wyznaczonego przez siebie celu. Bardzo małe jest prawdopodobieństwo, że dziecko w chodziku zrobi sobie krzywdę. Jest na pewno o wiele mniejsze, niż gdy samo stawia pierwsze kroki. Dodatkowo ma melodyjki i zabawki na "tacy". Dziecko, gdy nie chce już chodzić, może sobie przycupnąć i pobawić się. Jednak w chodziku nasz maluch nie przybiera takiej postawy, jaką człowiek normalnie przybiera podczas chodzenia. Spójrzmy na to logicznie: ciężar ciała rozkłada się raz na jedną nogę, a raz na drugą i dzięki równowadze człowiek potrafi chodzić. W chodziku dziecko siedzi na specjalnych "majtkach" i to właśnie na nich rozkłada się ta cała równowaga. W sumie sama nie wiem, jak to nazwać: "siedzeniochodzeniem"? No bo po części siedzi, a po części chodzi. 


CZY SZKODZI?

Wiadomo już od dawna, że chodzik na dłuższą metę szkodzi naszemu dziecku. Przyjrzyjmy się stopom. Większość dzieci odpycha się paluszkami od stóp. Czy tak wygląda prawidłowy chód? Nie. Kroki stawiamy od pięty po palce. Maluch może mieć później problem z koślawością stóp. Mogą wystąpić problemy z kręgosłupem, szczególnie wtedy, gdy dziecko samo nie potrafi jeszcze dobrze się utrzymać w pozycji siedzącej. Chodzik daje dziecku złudzenie, że umie już chodzić, ale po wyjściu z chodzika zderza się ono z bolesną prawdą, która nazywa się zazwyczaj podłoga. Nie wie, jak upadać, by nie zrobić sobie krzywdy. Jest przez to mniej ostrożne.


KIEDY DZIECKO JEST GOTOWE?

Nie powinno się wsadzać dziecka do chodzika, które nie potrafi dobrze się utrzymać w pozycji siedzącej i takiego, które jeszcze nie raczkuje. Raczkowanie to naturalny proces, które przygotowuje dziecko właśnie do wstawania i chodzenia. Podczas raczkowania mięśnie się umacniają i dlatego właśnie bobas jest gotowy na kolejny etap rozwoju. Dajmy mu więc na to czas i szansę. Pominięcie etapu raczkowania może być bolesne dla dziecka: bez chodzika będzie ono bezradne, nie będzie potrafiło się przemieszczać. To tak, jakby ktoś Tobie pokazał możliwość teleportowania się i w dwie sekundy mogłabyś być w zupełnie innym miejscu, a za chwilę by to zabrał i to w takim momencie, gdzie Ty musisz coś szybko załatwić. Fajnie by Ci było?


PO CO NAM CHODZIK?

Kupiłam ten chodzik bardziej dla zabawy, żeby zająć na chwilę małą. Wsadzam ją do niego na około 10 minut. Wtedy mam 5 minut na wypicie ciepłej kawy i 5 minut na umycie naczyń. Jowita i tak w nim póki co nie biega. Ma po prostu zajęcie melodyjkami i zabawkami. Leżaczek niestety już się znudził, a w łóżeczku nie chce sama leżeć. W chodziku ma chociaż na chwilę zajęcie i przy okazji mnie widzi. Po 10 minutach jest na podłodze i raczkuje do zabawek, które rozrzucam jej po całym pokoju.

Myślę, że te 10 minut dziennie nie zrobi mojemu dziecku żadnej krzywdy. Na dłużej nie chcę zostawiać jej jednak w chodziku. Wolałabym, aby rozwijała się w sposób naturalny. I oczywiście nie mam nic do mam, których dzieci biegają w chodzikach o wiele dłużej. Moja przyjaciółka do tych mam należy. Każda mama wie, co dla swojego dziecka jest najlepsze i nie powinno się im ubliżać, ani ich krytykować. Pamiętajmy o tym, jako matki!

12 komentarzy:

  1. Moje dzieci nie korzystały z chodzików. Z uwagi na to, że właśnie na dłuższa metę szkodzi, uznałam chodzik za zbędny wydatek. Zainwestowałam za to w stoliczek edukacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! I dlatego chodzik jest mi pomocą na te 10 minutek, żeby usiedziała w miejscu. Basen z piłkami byłby lepszym rozwiązaniem, bo też by z niego nie uciekła, ale niestety nie mam tyle miejsca w domu na chwilę obecną. Jak mała będzie wstawała, to zamierzam kupić jej takiego pchacza, przy którym właśnie będzie się uczyła chodzić :) a ten stolik to też świetny pomysł! :)

      Usuń
  2. Nie oszukujmy się każda matka, babka, ciotka, lekarz itp krzyczy, że chodziki są złe, że szkodzą, a i tak wszyscy chodziki kupują. Po za tym kiedyś nie było takiego szumu wokoło chodzików i nikt nie myślał czy szkodzą czy nie teraz nagle taki szum postał.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie biegałam w chodziku. Nie wiem, czy kiedyś nie było tej całej afery? W każdym razie mi osobiście nic nie jest. Mój też latał w chodziku i wszystko jest ok :) chodzik jest wygodny, ale z drugiej strony jest to prawdopodobne, że może dziecku zaszkodzić. Zwłaszcza takiemu, co samo nie siedzi dobrze i nie raczkuje. Raczkowanie to ważny etap, dziecko ćwiczy mięśnie i w naturalny sposób przygotowuje się do chodzenia. Podobno (wg rehabilitantów) pominięcie tego etapu może wpłynąć szczególnie na wady postawy i kręgosłupa. Jednak uważam, że wystarczy robić wszystko z głową :)

      Usuń
  3. Moja Młoda nie korzystała z chodzika. Po rozmowach z rehabilitantami kategorycznie zabroniłam zakupu tego sprzętu. Jak Młoda była mniejsza spędzała czas w kojcu- wtedy gdy musiałam coś zrobić- typu obiad, sprzątanie itp. Później już śmigała wszędzie, kupiłam jej na lodówkę magnetyczne literki i miała zajęcie w czasie, kiedy ja gotowałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas niestety nie ma tyle miejsca na kojec, więc wkładam ją do łóżeczka, ale tam szybko się jej nudzi. I masz oczywiście rację, chodziki nie są dobrym rozwiązaniem. Lepiej, gdy dziecko samo w naturalny sposób się rozwija. i się przydaje właśnie tylko na chwilkę, ze względu na to, że rośnie mi mały brojarz i nie usiedzi w miejscu. Głownie raczkuje lub łapie się za palce i maszeruje :)

      Usuń
  4. Ja jestem przeciwna chodzikowi w 1000000% !

    OdpowiedzUsuń
  5. My nigdy nawet nie rozważaliśmy zakupu chodzika - zwłaszcza po rozmowach z zaprzyjaźnioną rehabilitantką i specjalistką od integracji sensorycznej, która uświadomiła nam, jak wiele złego może takie urządzenie dziecku zrobić. Generalnie uważam, że dziecko powinno rozwijać się w naturalnym dla siebie rytmie i tempie (pomijając jakieś przypadki bardzo nieharmonijnego rozwoju, które wymagają np. długofalowej fizjoterapii) - i sadzanie, stawianie czy podejmowanie jakichkolwiek innych działań, kiedy jeszcze samo nie jest na to gotowe może bardziej zaszkodzić, niż pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w tym moim chodziku blokuję jej możliwość poruszania się, bo tak jak pisałam - używam go na chwilę, a ona w tym czasie bawi się na tej tacy melodyjkami. Generalnie biega po podłodze lub łapie się moich rąk, wstaje i maszeruje. :)

      Usuń
  6. O chodzik. Temat rzeka. Osobiście nigdy nie byłam zwolenniczką chodzików, ale też nie byłam specjalną przeciwniczką. Po prostu nie miałam potrzeby posiadania takowego i widziałam w tym wynalazku więcej wad niż zalet. Aż pewnego dnia Kubusiowi zdarzył się wypadek i stojąc przy meblach, nagle się puścił i niefortunnie upadł prosto na rączkę. Skończyło się gipsem. Miał siedem miesięcy. I teraz spróbuj tu matko zorganizować czas malucha, który to chciałby się ruszać, stawać, raczkować, a lekarz zabronił jej używać i kazał bardzo uważać, żeby nie pogorszyć sytuacji... I wtedy chodzik okazał się zbawianiem. Dziecko się rusza, bawi, a rękę ma bezpieczną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanki córeczka też właśnie upadała obijając sobie główkę. To są ułamki sekund, czasami nawet nie zdążysz podbiec. A w domu samo też się nic nie zrobi. Ja i mój należymy do kategorii bałaganiarzy i codziennie muszę sprzątać. Nigdy nie wiesz, kto do Ciebie przyjdzie. Na przykład teściowa krzycząca, że bałagan... :P
      Ja z małą spaceruję za rączki, kładę ją do raczkowania, ale w momencie, gdy muszę umyć naczynia, to wsadzam ją w chodzik, żeby się chwilkę pobawiła sama. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, gdy zostawisz po sobie ślad :)